piątek, 25 maja 2012

Żeńskoosobowe neologizmy

Wicemarszałek Sejmu prowadziła dziś obrady Sejmu, kiedy przemawiać miała pani minister sportu. I pani marszałek zapowiedziała ministrę, a ta odwdzięczyła się jej marszałkinią. Żeńskie końcówki coraz częściej pojawiają się w parlamencie. Ale bodaj po raz pierwszy zostały przyjęte brawami. I to panowie klaskali!

Na szczęście błędne jest przeświadczenie, ze język, zjawisko całkowicie spontaniczne, ewolucyjne i oddolne, można kształtować poprzez urzędniczą aklamację i presję wąskich grup interesu. W tych językach, w których taka końcówka brzmi naturalnie, występuje ona tak długo, jak sama profesja (np. w niemieckim ministerin przez analogie z np. o wieki starszym königin czy w hiszpańskim ministra przez analogie z np. maestra), a w tych, w których brzmi nienaturalnie (np. angielski, francuski), nie występowała nigdy i nikt się jeszcze nie ośmieszył sugerując, ze należałoby ją "wprowadzić". Niewyobrażalny kompleks niższości wobec mężczyzn muszą mieć polskie "feministki", jeśli poprawne używanie języka polskiego uważają za uwłaczające ich reputacji zawodowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz